pojechalam dzisiaj do Liry , chcialam ją wylonżować albo pojeździc , cokolwiek zrobic ale nie mogłam.
Zobaczylam że jest na padoku, szczęliwa że nikt od niej nic nie chce. Zawolałam ją ,podeszła, przywitalam sie ,przytulilam ale nie mialam serca jej z tamtąd zabierac. usiadlam na sniegu i patrzylam jak chodzi sobie z przyjaciółmi, jak podkusowywuje i niemoglam sie nadziwić że kon moze być taki szczęśliwy...
Została tam na padoku, brudna, nie wylonżowana ale .. ale szczęśliwa . A mnie odmarzł tyłek ...:P